znowu przekraczamy granicę! Bo oto biżuteria ponownie łączy się z ubiorem.
Torebko-pierścionki się otwierają, można w nich schować trochę keszu, czy kluczyk, jak przekonuje Sabine Lang, autorka.
The border of clothing and jewellery design. Once again!
Purses-rings can be opened and can hide your key or money.
eng-necklaces
pl-naszyjniki
eng-rings
pl-pierścionki
pl-broszki
eng-brooches
eng-other
pl-inne
eng-invitation
pl-zaproszenie
eng-polish-designers
pl-inwentarium
pl-bransoletki
eng-bracelets
eng-comparison
pl-porównania
pl-kolczyki
eng-earrings
eng-actions
eng-info
pl-akcje
pl-info
eng-internet
pl-internet
eng-film
pl-film
eng-report
pl-sprawozdanie
eng-contest
pl-konkurs
eng-3-questions
pl-3-pytania
eng-PPcontest
eng-books
pl-PPkonkurs
eng-photo
pl-foto
pl-książka
eng-catalogue
pl-katalog
eng-article
eng-colorweek
eng-object
eng-talk
pl-artykuł
pl-cytat
pl-obiekt
pl-rozmowa
pl-tydzienkoloru
eng-80
eng-flickr
eng-person
eng-quotation
pl-80
pl-flickr
pl-postać
eng-blokrzyżówka
eng-technique
pl-blokrzyżówka
pl-ekspozycja
pl-technika
BlogDay2008
eck
eng-3D
eng-bro
eng-display
eng-videoclips
eng-world
idea
inwentarium
kontakt
ng-bra
pl-3D
pl-teledyski
pl-świat
7 komentarze(y):
- ale czemu: "przekraczamy granice" ?
- wszak i biżuteria, i inne elementy złotnicze będące immanentnym elementem (nie dodatkiem) do stroju (np. tzw. "sztuczki" będące elementem wystroju sukni w okresie Renesansu) legitymują się bardzo długą i piękną tradycją historyczną. Podobnie pierscionki (tu nazwane pierścionko - torebki) czyli pojemniczki noszone na palcach lub - uwaga - na łańcuszku na szyi. Podobnie dość skomplikowane pojemniczki na najróżniejsze różności, potrzebne w "gospodarstwie domowym" czyli chatelaine.
Powiedziałbym więc, że mowa nie o "przekraczaniu granic", a o powrocie do korzeni, czy o czerpaniu z dobrych dokonań przeszłości.
Aby nie pozostawić wrażenia "zafiksowania się" na sprawach zamierzchłej historii tylko, pozwalam sobie przypomnieć:
- elementy biżuterio/stroju autorstwa Gjisa Bakera (lata siedemdziesiąte, artysta aktywny do dziś), prezentowane na znanych powszechnie zdjęciach, gdzie "modelką" czy "nosicielem" jest przedwcześnie zmarła Żona Gjisa, wybitna artystka złotniczka Emmy van Leersum.
- elementy, czy moduły skórzane, zaopatrzone w zatrzaski, i podawane "na wagę". Jeden spięty na końcach tworzył pierścionek, kilka spiętych razem mogły utworzyć bransoletkę, więcej - naszyjnik, jeszcze więcej - tzw. dziś top, bardzo wiele - całą suknię/kreację. Rzecz była eksponowana na bodaj drugiej wystawie grupy "UFO" w roku 1974 lub 1975, w Warszawie, i jest opublikowana w skromnym liflecie-zaproszeniu, towarzyszącym tej wystawie.
Z miłymi pozdrowieniami
Jacek A. Rochacki
jar/at/webmedia/dot/pl
Z tym przekraczaniem granic chodzi mi w tym wypadku o formę prezentowanych pierścionków. Torebka, stereotypowo kojarzona z dodatkiem o chociażby ciut większych gabarytach, bywa oczywiście i dziełem jubilerskim, ale jest przede wszystkim funkcjonalnym dodatkiem do stroju, a dopiero potem ozdobnym. Tu forma torebki posłużyła jako inspiracja do zbudowania ozdoby, przy okazji lekko funkcjonalnej (bardziej jako gadżet działającej, bo nawet na najbardziej wytworny bal kobieta potrzebuje więcej miejsca w swojej "torebce" niż tylko na kluczyk – chociażby na puder ;). Więc zwracam uwagę na odwrócenie ról.
Jak Pani sama słusznie pisze, torebka jest STEREOTYPOWO tak wlaśnie kojarzona. Natomiast w podanych przeze mnie przykładach owe obiekty złotnicze nie były dodatkami, były immanentnymi elementami tworzącymi zakomponowanie osoby (czy jej stroju - np.tzw. "sztuczki").
Poruszony jest temat funkcji. Może choćby na moment spróbujmy odróżnić funkcję utylitarną (torebka słyży jako "pojemnik") od funkcji typowej dla dzieła sztuki - czyli przenoszenia znaczeń, czy mniej precyzyjnie - dla opowiadania jakiejś fajnej opowieści, na tyle fajnej i ważnej, że Autor daje sobie moralne prawo, aby tą opowieść przekazać Odbiorcom. I oczywiste, iż w przypadku obiektow wchodzących w zakres sztuki użytkowej, obie te funkcje winny być bardzo świadomie ze sobą skorelowane.
Świetnie rozumiem pojawienie się sprawy "ozdobności", czy, kontynuując, elementu estetyki. Tak, masowo uważa się (znów stereotyp :) że czy to biżuteria, czy strój, etc. ma zdobić. Ale jeśli na moment, choćby metodą dowodu sprowadzenia do sprzeczności, przyjmiemy założenie innej niż najczęściej spotykane funkcje - tu: funkcję opowiedzenia czegoś nowego, od autorskiego, to się może okazać, że ładne nie zawsze znaczy dobre.
Jeśli o tą funkcję utylitarną chodzi, to w wypadku balu czekam cierpliwie i z uśmiechem, aż odrodzą się "pojemniczki" balowe, w typie wspomnianych chatelaine (krótka notatka z obrazkami na ten temat jest tu, na samym dole:
http://www.stfz.art.pl/form/b08.html
Odwrócenie ról jest oczywiste i czytelne na pierwszy rzut oka; w dyluwialnych czasach mych studiów na warszawskiej ASP jednym z podstawowych ćwiczeń według programu Ś.P. Profesora Oskara Hansena było ćwiczenie p.t. "Ekwiwalent plastyczny dla innych znaczeń", wprowadzające do tego tematu.
Z miłymi pozdrowieniami
Jacek A. Rochacki
jar/at/webmedia/dot/pl
Zadanie super! Gdyby teraz takie było...
Szatlenki rzeczywiście funkcjonalnie połączone są z pierścionkami, które w tym poście prezentuję. I w tym wypadku tytuł powinien brzmieć "powrót do korzeni", zgadzam się.
Szatlenki są jednak "pojemniczkami" (cytując Pana:). A ja chciałam zwrócić uwagę na to, że pierścionki Sabine Lang są d o s ł o w n i e w formie torebek.A to już nvum, czyż nie?
pozdrawiam, Dominika
Pani Dominiko Miła:
Oczywiste, iż przykład z szatlenkami nie jest do końca trafiony; bardziej trafionym przykładem elementów "złotniczych", będących immanentnym elementem stroju są owe sztuczki, czyli specjalne biżuty, naszywane na suknie która bez nich nie byłaby kompletna.
Pierścionki bądące pojemniczkami-torebkami [aczkolwiek prawda, nie w kształcie mini torebek, ale niekiedy w kształcie mini-kuferków czy szkatułek zamocowanych na szynie (szyna - to ta "obrączkowa" część pierścionka, utrzymująca go na palcu)] są niesłychanie popularne, jak na pewno Pani pamięta, w całej historii biżuterii....owe renesansowe pierścionki z pojemniczkami/skrytkami w których wedle przekazów przechowywano truciznę, czy w dobie polskich Powstań Narodowych pierścionki ze skrytkami w których przechowywano meldunki powstańcze. Szczególnie "rozczulającym" przykładem jest pierścień z ...kosynierem, podnoszącym się z trumienki (datowany na okres po 1831, w zbiorach Muzeum Wojska Polskiego, nr.inwent. 36363, obecnie eksponowany na wystawie czasowej w Muzeum Sztuki Złotniczej w Kazimierzu).
O ile jeszcze nie znalazłem (mam do końca b.m. dostęp tylko do części swej biblioteki) przykładu użycia kształtu torebki jako takiej, o tyle nie mogę oprzeć się wrażeniu, że takie myślenie towarzyszy projektowaniu i wykonywaniu pierścionków od pewnego już czasu.
Co do "Zadanie super! Gdyby teraz takie było..." wspomnę tylko, iż we wszystkich znanych mi bliżej miejscach zapewniających edukację "biżuteryjną" czy złotniczą, niezależnie od stopnia zaawansowania, poziomu, etc., ZAWSZE występowały trzy elementy:
1. Podstawy projektowania (kompozycja brył i płaszczyzn, czy relacje przestrzenne), podstawy rysunku i modelowania)
2. Wstęp do historii biżuterii na tle propedeutyki historii sztuki.
3. Wiedza warsztatowa, materiałowa oraz wiedza o narzędziach, technikach i technologiach, włącznie z podstawami wiedzy z zakresu "filozofii narzędzi" czyli ich właściwej konstrukcji, oraz wiedza na temat adaptowania narzedzi nie złotniczych do celów "biżuteryjnych" plus zasady zorganizowania sobie "kącika złotniczego". Nawet w kącie M-1 (tak zaczynał m.inn. Jacek Byczewski, podobnie zaczynali: Joachim "Żanek" Sokólski, Staś Kędzierski.
- no i oczywiście podanie podstawowej bibliografii przedmiotu.
A czy "takie teraz będzie" - (o tym ćwiczeniu Hansenowskim mówimy) zależy, moim zdaniem - tak od zapotrzebowania ze strony Słuchaczy, jak i od Osób prowadzących działania edukacyjne.
Z miłymi pozdrowieniami
Jacek A. Rochacki
jar/at/webmedia/dot/pl
Zgadzam się, zgadzam: kuferki, szkatułki, pojemniczki, ale najwazniejszy pytanie – czy torebki też by ły już wykorzystywane? Chodzi mi własnie o tak dosłowne ich przeniesienie do biżuterii. Jestem ciekawa, czy znajdzie Pan coś, a i sama jeszcze poszukam.
A co do kwestii programu szkoleniowego, to chodziło mi w szczególności o ASP i nie tlyko szkolnictwo w zakresie biżuterii, ale ogólnie sposób podejścia do nauczania. Z jednej pracowni dyplomowej musiałam zrezygnować z powodu nieakcpetowania metod nauczania, w drugiej dostaje minimalną ocene (choć wiadomo, ze nie ona sie liczy) jedynie za to, ze w malarstwie nie wykorzystuję płótna, tylko papier. Moi zdaniem owo zadanie "Ekwiwalent plastyczny dla innych znaczeń" sprawdziłoby się nie tlyko w kwestii szkolnicwta w zakresie złotnictwa, ale w wielu dziedzinach.
Pozdrawiam, Dominika
- solennie obiecuję poszukać pierścionków w kształtach torebek, dam znać o takich czy innych wynikach kwerendy.
- ależ oczywiste, że prof. Oskar Hansen nie adresował się swym programem do złotników. Zaadaptowanie tegoż programu dla potrzeb edukacji w zakresie projektowania obiektów złotniczych zostało dokonane przez jednego z Jego uczni, gdy tenże uczył w krajach o innym poziomie i o innym podejściu do edukacji w zakresach sztuki. Ta adaptacja zaowocowała pewnymi sukcesami, widocznymi w pracach i dalszej karierze Słuchaczy tegoż człowieka.
Był to (i jest) program uniwersalny ( o oryginale prof. Hansena nadal mowa) dotyczący jakichkolwiek relacji jakichkolwiek obiektów w przestrzeni - od urbanistyki w makroskali projektowania miast czy ich elementów (tu pięknie "zagrała" hansenowska teorii formy otwartej) do projektów "mini" obiektów z zakresu sztuki użytkowej; bardziej zaawansowane ćwiczenia uwzględniały - poza "klasyczną" trójwymiarowką element czwarty, czyli element czasu, a więc mieliśmy do czynienia z aspektem/uwzględnieniem istnienia obiektu w czasoprzestrzeni.
Mam wrażenie, że publikacje na temat programu prof. Hansena dostępne są w Bibliotece warszawskiej ASP, może też w kiosku/księgarni w hallu warszawskiej "Zachęty". Na pewno więcej powiedzą na ten temat nadal w tej szkole pracujący: dziś prof. Grzegorz Kowalski (w moich czasach asystent w pracowni prof. Jerzego Jarnuszkiewicza; i Jarnuszkiewicz i Hansen ściśle ze sobą współpracowali), oraz (nie znam obecnego tytułu) mój młodszy kolega z pracowni prof. Jarnuszkiewicza, czyli Romek Woźniak (twórca Teatru "Academia" na warszawskiej Pradze).
http://www.teatr-academia.art.pl/
Proszę pozwolić mi na nie nawiązywania do obecnych metod nauczania, czy szerzej, do sytuacji w edukacji, także tzw. artystycznej. Wspomnę tylko, że bardzo wiele zależy od jasno i dobitnie wyrażanej woli i oczekiwań Słuchaczy, na Uczelniach Wyższych zorganizowanych w formach Samorządów Studenckich. A do momentu, do kiedy to nie zacznie działać, chyba będziemy zdani na sytuacje podobne do obecnych. W krajach gdzie miałem honor funkcjonować jako nauczyciel, po każdym kursie, seminarium, semestrze na KAŻDYM poziomie zaawansowania - od kursów wieczorowych czy "amatorskich" weekendowych po poziom akademicki włącznie odbywała się weryfikacja/ocena nauczycieli przez słuchaczy/uczestników, co w istotny sposób wpływało na ewentualne przedłużenie lub nie kontraktu z danym nauczycielem.
Jak zawsze
Jacek A. Rochacki
jar/at/webmedia/dot/pl
Post a Comment