
Dzisiaj w Warszawie miała miejsce konferencja zorganizowana przy okazji
Międzynarodowego Triennale Sztuk Graficznym im. T. Kulisiewicza. W panelu o dumnej nazwie
filozoficzny pt.
Zderzenie cywilizacji, podzielonym na dwie części dyskutowano między innymi na tematy, które w różnym stopniu można przyłożyć do poletka biżuterii. Otóż bowiem prof. dr hab. Maria Poprzęcka, dr hab. W. Baraniewski i prof. M. Buszewicz po krótkich swoich wystąpieniach zaprosili do dyskusji nt wspomniane na stronie triennale, a w skrócie:
Tradycyjnie pojmowana grafika od wieków służąca rozpowszechnianiu myśli i idei, przeżywająca swój rozkwit wraz z rozwojem cywilizacji druku, obecnie staje przed wielkimi wyzwaniami nowoczesności, zmianami technologicznymi, otwarciem przestrzeni wirtualnej i innymi. Rozumiane to zostało m.in. jako zderzenie wartości tzw.
human touch i twórczości komputerowej. Rozmawiano m.in. o tym, czy komputer to tylko narzędzie jak każde inne, czyli w przypadku grafiki jak np. blacha, którą się trawi? Czy użycie komputera jako narzędzia zmienia proces twórczy artysty? Jakie ma konsekwencje dla wartości pracy końcowej? Czy wreszcie kiedy przychodzi do płacenia za pracę wydrukowaną płacimy tyle samo ile za ręczną odbitkę na prasie graficznej?
Wystawa konkursowa Fundacji im. T. Kulisiewicza łączy prace wykonane technikami zarówno tradycyjnymi, mieszanymi jak i przy użyciu wyłącznie komputera, stawiając je na równi, jako prace o okreslonym poziomie nartystycznym, określonej ilości odbitek, wykonane jedynie przy użyciu innych narzędzi.
I teraz moje pytanie: a jak to wygląda w biżuterii? Czy równie chętnie akceptujemy użycie komputera jedynie jako narzędzia? Na konferencji pojawiło się stwierdzenie, że przy pracach wykonanych przy pomocy komputera, ich unikatowość zależy od naszego zaufania do autora, któremu ufamy, że wykonał tyle wydruków, ile powiedział, choć możliwości ma nieograniczone (nie jak w przypadku grafiki wykonanej technikami tradycyjnymi). Czy biżuteria zaprojektowana w Rhino, wypluta przez komputer, bez pracy ręcznej tzw.
human touch jest równie optymistycznie odbierana przez zarówno projektantów jak i odbiorców czy krytyków sztuki?
Dzięki tłumaczeniom p. Marii Poprzęckiej spróbowałam spojrzeć na dotychczas deprecjonowaną przeze mnie tzw.
grafikę komputerową (choć i sens tego pojęcia został podważony) inaczej, jako na proces zachodzący w głowie człowieka przełożony na język plastyki za pomocą komputera. I ok. Nikt mi jednak nie powie, że wydruk z komputera może zastąpić przypadek trawienia na blasze w szarościach akwatinty, może zastąpić kreskę suchej igły, której krawędzie pozostawiaja bardzo charakterystyczny znak na papierze, albo że pusta płaskośc wydruku komputerowego może chociaż chcieć się równać z wypukłością grafik wykonanych technikami wypukłymi bądź wklęsłymi. Tak samo jak najlepiej zaprojektowany, a wypluty przedmiot z komputera pozbawiony będzie (wg mojej osobistej oceny estetycznej, emocjonalnej czy racjonalnej) wartości, którą posiada przedmiot wykonany ręcznie.